subscribe: Posts | Comments

ZBAWIENNA DECYZJA

 

Rozdział I. Sprzeczne koncepcje

Pewien wykładowca zadał pytanie zgromadzonym w kościele słuchaczom: „Ilu z was wierzy w zmartwychwstanie?”. 80% słuchaczy zareagowało podnosząc ręce. Wykładowca uznał, że pozostałe 20% albo nie ma w zwyczaju reagować w ten sposób, albo są to nienawrócone osoby na tym spotkaniu. Kiedy po jakimś czasie zadał kolejne pytanie: „Ilu z was wierzy w reinkarnację?”, w odpowiedzi ponad 30% zgromadzonych podniosło ręce, w tym spora część osób, które deklarowały wcześniej wiarę w zmartwychwstanie. Powyższa ilustracja ukazuje współczesne tendencje mieszania ze sobą rzeczy, które kompletnie do siebie nie pasują. Zjawisko to jest tak „galopujące”, że trudno wyobrazić sobie powstrzymanie go na większą skalę. Jednocześnie zmusza nas do podejmowania osobistych decyzji na rzecz jasnej orientacji w kwestii naszego osobistego, duchowego życia.

Widziałem kaplicę, w której witraże pełne były symboli. Gwiazda Dawida i krzyż były obok siebie, co nie mogło mnie urazić, choć nie wiem, jak na takie zestawienie reagują ortodoksyjni Żydzi. Nie były to jedyne religijne symbole znajdujące się w tej kaplicy. Były tam również symbole islamu, buddyzmu, hinduizmu i wiele innych. W imię współczesnego światopoglądu humanistycznego wielu z pewnością uzna takie obrazki za ucieleśnienie idei tolerancji, wzajemnej akceptacji i jedności, mającej nadrzędne znaczenie we współczesnym świecie. Z pewnością takie pomieszanie koncepcji jest znakiem współczesności – faktem zauważanym na każdym kroku. Czy jest to coś dobrego lub złego, to już zupełnie inna sprawa.

Podczas jednej z debat telewizyjnych, w której mówiłem o negatywnym wpływie okultyzmu na życie człowieka, jako kontrargument usłyszałem od jednej z wróżek, zaproszonych do tego programu, że wróżenie nie może być złe ani przeciwne chrześcijaństwu. Powiedziała, że jest wierzącą katoliczką i za każdym razem, gdy rozkłada karty tarota, wcześniej modli się na różańcu, by wróżba wypadła zgodnie z prawdą.

Jako dziewiętnastolatek byłem na wykładzie psychologa zajmującego się profilaktyką uzależnień. Powiedział on wówczas pewne zdanie, które utkwiło mi w pamięci: „Jakiego boga sobie stworzycie, na podobieństwo takiego postępować będziecie”. Byłem już wówczas osobą czytającą Biblię i nie mogłem zaakceptować takiej wypowiedzi.

Przypuszczam, że gdybym zapytał owego psychologa, wróżkę, twórcę kaplicy czy wcześniej wspomniane osoby wierzące zarówno w zmartwychwstanie jak i w reinkarnację, czy dziesięcioro przykazań, danych przez Boga Mojżeszowi jest bzdurą, którą powinniśmy odrzucić – przypuszczalnie zaprotestowaliby. Zaprotestowaliby być może w imię tego, że przykazania te stały się podstawą prawa, moralności i są jednymi z najcenniejszych myśli wpływającymi na świat.

Co jednak z przykazaniem: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” Wj. 20,2-3 (BT)?

Czy szacunek wobec dziesięciu przykazań we współczesnym świecie jest rzeczą prawdziwą, czy urojoną? Bo, jak możemy akceptować przykazania i jednocześnie zachowywać się tak, jak gdyby wiara w każde inne bóstwo czy koncepcje duchowe, sprzeczne z Biblią, miałyby być tak samo akceptowane jak uznanie dla Boga Biblii?

Zadzwonił do mnie niedawno nieznany mi osobiście bioenergoterapeuta, którego odesłali do mnie wspólni znajomi. Odbyliśmy dłuższą rozmowę, która wydawała się być dość sympatyczna. Jednak nie zakończyła się przyjęciem wspólnego stanowiska w omawianej sprawie. Rozmawialiśmy o tym, jak pojmujemy koncepcję świata duchowego. Po przedstawieniu mu tego, w co wierzę, powiedział, że utwierdza go to w świadomości, że jest na lepszej drodze ode mnie. Powiedział: „Widzi pan, wy chrześcijanie nie macie żadnej miłości. Wierzycie tylko w swojego Boga, a ja czerpię ze wszystkich możliwych źródeł i każdego boga traktuję z równym szacunkiem, również waszego. Daleko wam do mnie, gdyż ja umiem pokornie wierzyć we wszystko, a wy tylko w to, co jest wasze.”

Bóg Biblii nazywa siebie Jedynym Prawdziwym Bogiem. Bóstwa istniejące w świecie ukazuje jako pełne fałszu narzędzia Lucyfera, poprzez które chce on odwieść ludzkość od wiary w Prawdziwego Stwórcę i Jedynego Zbawiciela, jaki jest ukazany w Biblii. Kłócą się tu dwie koncepcje. Jedna wydaje się być piękna i romantyczna a zarazem utrzymana w linii humanizmu. Można by rzec, wyrażając tę koncepcję słowami, że „wszyscy wierzą w tego samego boga, tylko różnie go nazywają i pojmują jego oczekiwania”. Tak też moglibyśmy zwołać ekumeniczne posiedzenie bóstw i usadzić w ławkach postacie takie jak: Baal, Moloch, Manitu, Światowid, Mars, Odyn, Izyda, Horus i setki tysięcy innych. Wielu współczesnych chciałoby widzieć w tym towarzystwie Boga Jahwe i Jego Syna Jezusa Chrystusa, pokornie przyjmujących swoje miejsca i role, jako jedni z wielu na równych prawach w całej tej masie.

Wbrew współczesnym oczekiwaniom Jahwe niezmiennie powtarza: Nie będziesz miał obcych bogów obok Mnie. Nie przyjmuje miejsca wyznaczonego Mu przez ludzi, którzy chcieliby widzieć Go jako jednego z wielu. Nie przyjmuje też najbardziej honorowego miejsca pośród tych wszystkich bóstw. Niezmiennie uważa siebie za Jedynego Boga, Jedynego Stwórcę, Ostatecznego Sędziego ludzkości.

Biblia mówi:
„Jeden jest Bóg i Jeden Pośrednik Jezus Chrystus.” 1Tym. 2,5

Wiele osób, deklarujących się jako chrześcijanie, uległo pomieszaniu koncepcji religijnych, duchowych, moralnych, tworząc „trujący koktajl”, którego nie akceptuje Bóg, a im samym może on tylko zaszkodzić.

Gdybym zadeklarował się jako matematyk i uparcie twierdził, że: 2×2=17, natomiast: ½ z 5 to 600, świadczyłoby to o tym, że nie rozumiem tego, co twierdzę. Prawdziwy matematyk mógłby skorygować mnie, ukazując prawidła matematyczne. Jezus – u schyłku swojej ziemskiej służby – stwierdził, że świat u swego końca będzie pełen zwiedzenia – i to z pewnością dzieje się obecnie. Osoby deklarujące się jako chrześcijanie wielokrotnie deklarują poglądy całkowicie sprzeczne z Bożą wolą objawioną w Piśmie Świętym, jednocześnie też są gotowi do podważania wiarygodności Biblii, co stawia takie osoby w bardzo złym świetle. Przyznają się w ten sposób albo do niewiedzy, albo do niekonsekwencji. Jeśli chcę być chrześcijaninem, muszę zgodzić się z treścią Pisma Świętego jako nadrzędnym wyznacznikiem dla mojej wiary i postępowania. Natomiast, jeśli odrzucam Pismo Święte jako wiarygodne, nie mogę już dłużej deklarować się jako chrześcijanin, przecząc jednocześnie temu, co powinno stać w centrum chrześcijaństwa. Ostatecznie jest to bardzo proste – nie mogę deklarować się jako matematyk, nie znając i nie akceptując matematycznych prawideł. Nie mogę też być chrześcijaninem, nie znając i nie akceptując Pisma Świętego. Chrześcijańska koncepcja zbawienia mówi, że po śmierci nastąpi zmartwychwstanie a bytowanie istot ludzkich trwać będzie w nieskończoność w dwóch możliwych wersjach – jedna to wieczne szczęście i bliskość z Bogiem, druga to niekończące się cierpienie. Stawka jest więc wysoka i, jeśli o nią rzeczywiście toczy się gra, logiczną rzeczą byłoby podporządkowanie wszystkiego, co robi się w teraźniejszości temu, by trafić do właściwego miejsca wieczności. Jeśli tak na to spojrzymy, staniemy przed potrzebą dokonania wyboru. Albo jest to największą prawdą, którą powinniśmy skrupulatnie zbadać, by móc podporządkować się Bożej woli i zyskać wieczność u Jego boku dla swoich dusz, albo jest to ohydnym kłamstwem skonstruowanym w celu kontrolowania ludzkich przekonań i zachowań w imię wyższych racji, które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.

Bóg Biblii: Czy jest On największą prawdą z jaką możemy się zetknąć, czy najokrutniejszym kłamstwem narzuconym ludzkości? Każdy powinien zadać sobie te pytania i znaleźć odpowiedź dla siebie. Jeśli nie szukamy odpowiedzi na te pytania, staniemy się ignorantami wobec kwestii ostatecznych, na co nikt nie powinien sobie pozwolić.

Rozdział II. Kanon założeń

Podejmując się jakichkolwiek rozważań prawdziwości Boga opisanego w Biblii i autentyczności chrześcijaństwa, musimy podejść do tego, stosując właściwy kanon założeń, bez którego takie dociekania byłyby czymś zbyt mętnym, aby końcowe rezultaty można by uznać za wiarygodne.

Pierwszym z założeń, jakie musimy przyjąć jest fakt, iż Bóg to realnie istniejąca osoba, posiadająca skonkretyzowaną wolę i zasady, które chce nam przekazać.

Drugim z niezbędnych założeń jest wiara w to, że jest On Stwórcą i jako taki jest właścicielem wszystkiego, co zostało stworzone. Może On dysponować tym bez prawa protestu ze strony stworzenia.

Kolejnym założeniem jest uznanie faktu, że Bóg jest ostatecznym sędzią wszystkiego i wszystkich, a sam nie podlega czyjemukolwiek sądowi.

Powyższa lista założeń, choć nie wyczerpuje podstawowych rzeczy, które o Bogu wiedzieć powinniśmy, daje jednak możliwość wystartowania we właściwy sposób w dalsze dociekania dotyczące Jego osoby i naszego zbawienia. Ktoś, kto nie chce uznać za prawdę tego, co Bóg Biblii mówi o Sobie w odniesieniu do powyższych założeń, przypominać będzie kogoś, kto chce obwołać siebie specjalistą w jakiejś dziedzinie, nigdy nie poznając zasad jej funkcjonowania. Tak więc, jedynie niepoprawni dyletanci mogliby się zdobyć na wypowiadanie o chrześcijaństwie i Bogu, nigdy nie poznając Bożego Słowa i zasad chrześcijańskiego życia. Z historii znamy liczne fakty osób, które nazywały siebie chrześcijanami, prowadząc życie i głosząc nauki całkowicie sprzeczne z Biblią. To także spowodowało, że osoby, które nie znają Bożej woli objawionej w Biblii, za to mające wgląd w bolesne fakty historyczne i zbrodnie, jakich dokonywano w imię chrześcijaństwa, dochodzą do mylnych wniosków w oparciu o realne fakty historyczne. We współczesnej historii ciągle słyszymy o teoriach spiskowych i prowokacjach terrorystycznych. Przy okazji przynajmniej kilku aktów terroryzmu, które mają miejsce w dzisiejszej Rosji, pojawiały się głośno wyrażone wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście za tymi zamachami stoją posądzane o to organizacje a nie raczej siły specjalne samej Rosji, chcącej doprowadzić do poparcia społecznego na rzecz podjęcia wojny z tymi, których obarczano odpowiedzialnością za owe akty terroryzmu. Czy taka jest prawda o Rosji? Nie wiem. Jednak wiem, że prowokacje tego typu są stale używaną metodą. W Polsce wielokrotnie w okresie komunizmu, podczas demonstracji pokojowych, w tłumie ludzi pojawiali się agenci SB w cywilnych ubraniach . W agresywny sposób rozpoczynali walkę z milicją, by z jednej strony obarczyć demonstrujących odpowiedzialnością za zamieszki, a z drugiej dać usprawiedliwienie dla metod milicji podejmowanych w celu rozgonienia takich demonstracji. Ludzkość nauczyła się takich metod od Lucyfera, który jest wrogiem Kościoła i który usiłuje zniszczyć go od wewnątrz poprzez wkładanie w chrześcijaństwo swoich agentów, mających za zadanie zwodzić ludzi dla własnej korzyści i stawiać w złym świetle Boga i autentyczne chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo o tyle prawdziwe, o ile rzeczywiście opiera się o Pismo Święte. W świecie naturalnym bywają takie momenty, gdy człowiek patrzy prosto w słońce i widzi ciemność. Dzieje się to podczas zaćmienia, gdy księżyc zasłania słońce, które choć realnie jest wysoko na niebie, staje się niewidoczne z powodu zasłaniającego go księżyca. Podobnie wygląda sytuacja człowieka, który chce dostrzec Boga, ale zamiast Jego dostrzega – tak jak ja na początku swoich poszukiwań – płonące przez wieki stosy świętej inkwizycji, mordy konkwistadorów na mieszkańcach Ameryki, sprzedawane odpusty, hipokryzję duchowieństwa i antyludzkie doktryny. Z biegiem czasu, w momencie gdy otrzymałem Biblię, zrozumiałem, że nie mogę oceniać intencji i woli Boga w niej przedstawionej i zarazem opierać się o historie ludzi i ugrupowań mieniących się chrześcijanami, jednocześnie odrzucających w praktyce Bożą wolę objawioną w Jego Księdze.

Rozdział III. Grzech

„Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej.” Rz. 3,23 (BT)

Bóg na stronach Biblii informuje nas o problemie, jakim jest grzech. Grzech zwykle we współczesnej kulturze rozumiany jest w sposób, który bardziej odwodzi nas od zrozumienia jego istoty niż pomaga go zdefiniować. Dlatego też musimy przyjrzeć się temu problemowi w świetle Bożego Słowa. Najwłaściwszą rzeczą, jaką możemy w tym celu zrobić, jest cofnięcie się do źródła tego problemu.

Kto stworzył grzech? Kto pierwszy zgrzeszył? Czym jest grzech? Jakie są konsekwencje grzechu? Są to pytania, na które Biblia udziela odpowiedzi. Przyjrzyjmy się zatem samym początkom. Biblia mówi, że pierwszą istotą, która zgrzeszyła, była wysokiej rangi aniołem. Dwudziesty ósmy rozdział Ks. Ezechiela nazywa go namaszczonym cherubem, który zachwycił się własnym pięknem i zapragnął dla siebie pozycji, do której nie miał prawa – co zostało odczytane przez Boga jako bunt. Ów zbuntowany anioł – Lucyfer pociągnął za sobą ogromną ilość aniołów, wprowadzając ich w swój grzech. U zarania ludzkości, gdy Bóg stworzył Adama i Ewę którzy żyli w doskonałej wspólnocie z Bogiem w Ogrodzie Eden, pojawił się Lucyfer z zamiarem wprowadzenia ludzkości w swój bunt i grzech. Nakłonił naszych prarodziców do poddania w wątpliwość Bożej przestrogi. Trzeci rozdział Pierwszej Księgi Mojżeszowej opisuje ten bolesny początek wszelkiego zła, jakiego doświadczyła ludzkość, za sprawą swych prarodziców, którzy weszli we współpracę z ojcem grzechu.

„ A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.”

Rdz. 3,1-15 (BT)

Bóg powiedział, że konsekwencją grzechu będzie śmierć. Powinniśmy przez to rozumieć śmierć w szerokim znaczeniu. Biblia pokazuje, iż człowiek jest istotą niezwykle rozległą, złożoną i skomplikowaną. Trzy podstawowe elementy, z których się składamy to: duch, dusza i ciało. Tak to przedstawia Biblia. (ITes. 5,23 ) Śmierć dotyka każdej z tych sfer. Adam po upadku doświadczył śmierci duchowej. Polega ona na zerwaniu wspólnoty i łączności z Bogiem, jakie Adam posiadał w swoim duchu. List do Efezjan mówi o tym rodzaju śmierci w słowach:

„I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni.”

Ef. 2,1-3 (BT)

Czasem tak bywa, że gdy ktoś dopuści się zła wobec drugiej osoby, które doprowadza do trwałego zerwania relacji, to mówi się, że „ta osoba jest dla mnie martwa”. W pewnym sensie tak właśnie Bóg postąpił z ludzkością. Grzech pozbawił Adama wspólnoty z Bożą naturą w jego duchu. Zjednoczył natomiast jego i jego potomstwo z grzechem Lucyfera. Skażenie zaszczepione do naszych serc sprawiło, iż podobnie jak autor grzechu, zaczęliśmy zachwycać się samym sobą bądź innymi stworzeniami bardziej niż Stwórcą. Apostoł Paweł dobitnie ujmuje to w Liście do Rzymian:

„Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę. Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, Dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy; Dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą, Ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.”

Rzym. 1,18-25 (BW)

Pojawia się więc tutaj coś, co pozwala rozpocząć definiowanie grzechu w sensie biblijnym. We współczesnej kulturze grzech jest pojmowany w sposób tak spłycony i zdeformowany, że samemu Bogu można by było go zarzucić. Współczesny człowiek stwierdzi, że grzechem jest czynienie innym ludziom czegoś, czego nie chcielibyśmy, aby oni nam czynili. Biblia w pewnym sensie zgadza się z tym, lecz nie jest to pełna definicja grzechu, choć zawiera jej element. Ostatecznie – w przybliżaniu się do Boga – tak spłycone podejście daje tyle korzyści, co posiadanie jednego wiosła zamiast łódki z pełnym wyposażeniem w czasie przeprawy przez rzekę. Jest więc w tym coś właściwego, a zarazem… niewystarczającego.

Przechodząc do właściwej definicji grzechu – z powyższych cytatów Pisma Świętego – możemy wysnuć wnioski, że grzech jest dziedziczną deformacją duchową sprawiającą że, jako stworzenie, nie jesteśmy w stanie skupić się na służbie i uwielbieniu wobec Stwórcy w sposób, który by Go zadowolił. Natomiast z łatwością przedkładamy samych siebie i elementy stworzonego świata w swym znaczeniu ponad Stwórcę.

W Starym Testamencie jednym z najmocniej piętnowanych grzechów było bałwochwalstwo. Wykroczenie to polegało na otaczaniu uwielbieniem demonów, które wymagały stawiania dla siebie świątyń i wznoszenia posągów bądź innych wizerunków.

„Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu swemu daj chwałę,

Dla łaski swojej, dla wierności swojej!

Dlaczego mają mówić narody: Gdzież jest ich Bóg?

Bóg nasz jest w niebie, Czyni wszystko, co zechce.

Bożyszcza ich są ze srebra i złota, Są dziełem rąk ludzkich.

Mają usta, a nie mówią, Mają oczy, a nie widzą.

Mają uszy, a nie słyszą, Mają nozdrza, a nie wąchają.

Mają ręce, a nie dotykają, Mają nogi, a nie chodzą, Ani nie wydają głosu krtanią swoją.

Niech będą im podobni twórcy ich. Wszyscy, którzy im ufają!”

Ps. 115,1-8 (BW)

Bóg nigdy nie zgodziłby się na podobne praktyki w celu przyniesienia Jemu chwały. W dziesięciu przykazaniach, w ich oryginalnej wersji, jest napisane:

„A Pan mówił wszystkie te słowa i rzekł: Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.”

2 Moj. 20,1-6 (BW)

Pierwsi chrześcijanie byli wyśmiewani przez pogan z tego powodu, że nie posiadali żadnych posągów ani obrazów przedstawiających obiekt swojej czci. W późniejszych wiekach pogańskie koncepcje rytuałów religijnych zostały wmieszane w upadłe chrześcijaństwo, doprowadzając do wytworzenia rzeczywistości, jaką możemy dziś oglądać w niektórych wyznaniach.

Boże Słowo nie zmieniło się. Bóg nadal nienawidzi bałwochwalstwa. Przypuszczalnie – bardziej nienawidzi bałwochwalstwa, którego ludzie chcą popełniać w Jego imię niż tego rdzennie pogańskiego. Oddawanie czci stworzeniu przez stworzenie budzi szczególną odrazę w Bogu. Nie znaczy to jednak, że winni są tego grzechu jedynie ci, którzy popełniają go na poziomie religijnym. Bałwochwalstwem jest również egocentryzm, materializm, humanizm traktujący człowieka jako ostateczną miarę wszechrzeczy. By angażować się w różne formy bałwochwalstwa, wcale nie musimy być ludźmi religijnymi. Każda istota ludzka odda kiedyś swoją cześć i uwielbienie albo Bogu, albo stworzeniu. Nie możemy jednak czcić Boga na swoich zasadach.

Definiując grzech musimy zauważyć, że jest on nieposłuszeństwem Bożej woli. Jest on również siłą tkwiącą w ludzkiej naturze niepozwalającą człowiekowi na pełne podporządkowanie się Bogu. Ktoś ujął to takimi słowami: „nie jestem grzesznikiem dlatego, że grzeszę, ale grzeszę dlatego, że jestem grzesznikiem.” Gdyby ktoś wyrzucił tę książkę przez okno, to na pewno, po przeleceniu przez nią kilkudziesięciu metrów, nikt nie nazwałby jej ptakiem. Podobnie rzecz ma się z nami – nawet – jeśli zdarza nam się czynić coś, co wydaje się być właściwe i dobre, nie jest to w stanie sprawić, że przestaniemy być grzesznikami. Nasze ludzkie wysiłki, choćby podejmowane z najszczerszym zamiarem sprostania Bożej woli, będą podobne do próby uczynienia tej książki ptakiem. Odziedziczona natura jest tu tysiąckroć większym problemem niż jakiekolwiek czyny, jakie popełniliśmy w wyniku posiadania tej natury. Nasze grzeszne czyny objawiają na zewnątrz to, kim jesteśmy, a nasza natura nie zmieniłaby się nawet wtedy, gdybyśmy się przed nimi powstrzymali.

Problemem jest więc nie to, co zrobiliśmy, ale to, kim jesteśmy.

Jesteśmy stworzeniem, które zostało zwiedzione i oddzielone od Stwórcy przez niewierność prarodziców. Nawet, jeśli podejmujemy próby powrotu do Niego, to skazane są one na niepowodzenie, gdyż rodzą się w sercach naznaczonych grzechem. Jedyną naszą nadzieją jest to, że Bóg sam zechce zrobić coś, co zmieniłoby nasza naturę, uleczyło nas z deformacji spowodowanej przez grzech, oczyściło z wcześniej popełnianych win i dało siłę do godnego i zwycięskiego życia z Nim.

Rozdział IV. Błędne koncepcje zbawienia

Przez ostatnie 2000 lat demony robiły bardzo dużo, by wykrzywić prawdę ewangelii, przestawić akcenty, zmienić definicje i pomieszać znaczenia różnych aspektów prawdy, by w ten sposób doprowadzić do zagubienia prawdy o zbawieniu, które Bóg nam oferuje. Chciałbym tu przyjrzeć się kilku fałszywym koncepcjom zbawienia, które funkcjonują we współczesnym społeczeństwie.

Wszyscy będą zbawieni

Jest to pewne założenie, według którego zbawienie należy się każdej osobie, bo, jeżeli Bóg jest naprawdę łaskawy i miłosierny, to dlaczego miałby odmawiać zbawienia komukolwiek? Jest to myśl dość pociągająca, a zarazem po głębszym przyjrzeniu się jej w świetle Biblii, okazuje się całkowicie błędna. Biblia mówi, że niewielu będzie zbawionych. Mówi o potrzebie podjęcia starań, by wejść przez wąska bramę. Mówi też o bramie szerokiej, którą pójdzie większość na wieczne zatracenie. W przypadku poważnego potraktowania myśli, iż wszyscy będą zbawieni, w konsekwencji powoduje to, że traci znaczenie, co tak naprawdę robimy ze swoim życiem, jak traktujemy Stwórcę i bliźnich. Dlatego też ta koncepcja, choć naiwna i bezpodstawna, zawsze znajduje zwolenników. Jednak, gdy rozumiemy, że tylko niewielu będzie zbawionych, zaczynamy zadawać sobie pytania typu: „Co muszę zrobić, by być zbawionym? Czego muszę się dowiedzieć i co muszę robić, by wejść przez tę wąską bramę?”. W przypadku pierwszej koncepcji kompletnie nie ma znaczenia, co robimy. W przypadku drugiej… wszystko ma znaczenie.

Wieczne pocieszenie jako zapłata za ziemską udrękę

Współcześnie – wielu ludzi – szczególnie dotkniętych kalectwem, chronicznymi chorobami czy niekończącymi się problemami spowodowanymi przez bliskie im osoby bądź spowodowanymi biedą – uważa, iż zbawienie należy im się jako zapłata za cierpienia, których doświadczyli w świecie doczesnym. Znana historia mówiąca o Łazarzu i bogaczu, zaczerpnięta z Ewangelii według Świętego Łukasza, stała się podstawą do zbyt daleko posuniętych wniosków w tej kwestii. Przyjrzyjmy się jej:

„A był pewien człowiek bogaty, który się przyodziewał w szkarłatne szaty i kosztowne tkaniny i co dzień wystawnie ucztował. Był też pewien żebrak, imieniem Łazarz, który leżał u jego wrót owrzodziały, I pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza, a tymczasem psy przychodziły i lizały jego rany. I stało się, że umarł żebrak, i zanieśli go aniołowie na łono Abrahamowe; umarł też bogacz i został pochowany. A gdy w krainie umarłych cierpiał męki i podniósł oczy swoje, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. Wtedy zawołał i rzekł: Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie i ochłodził mi język, bo męki cierpię w tym płomieniu. Abraham zaś rzekł: Synu, pomnij, że dobro swoje otrzymałeś za swego życia, podobnie jak Łazarz zło; teraz on tutaj doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. I poza tym wszystkim między nami a wami rozciąga się wielka przepaść, aby ci, którzy chcą stąd do was przejść, nie mogli, ani też stamtąd do nas nie mogli się przeprawić. I rzekł: Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu ojca mego. Mam bowiem pięciu braci, niechaj złoży świadectwo wobec nich, aby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Rzekł mu Abraham: Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają. A on rzekł: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli kto z umarłych pójdzie do nich, upamiętają się. I odrzekł mu: Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą.”

Łuk. 16,19-31 (BW)

Nadużycie, które jest tu popełniane, opiera się szczególnie o werset, w którym Abraham stwierdza pewne fakty, odwrotności ich stanu po śmierci. Jednocześnie też nie mówi niczego, co dawałoby podstawę do takiego wniosku, jakoby cierpienie miałoby być zawsze nagradzane po śmierci. Jeśli przyjęlibyśmy taki sposób myślenia, musielibyśmy też stwierdzić, że każda osoba, która w tym świecie doświadczyła jakiegokolwiek szczęścia, obfitości lub bogactwa, nieuchronnie zmierza do piekła. Dokonanie tak prostackiego i bezdusznego podziału – bogaci do piekła, biedni do nieba – urągałoby Bożej sprawiedliwości. Jednocześnie też – jest to całkowicie niezgodne z prawdziwą, biblijną koncepcją zbawienia, którą omówimy w dalszych rozdziałach. Zakładając, że cierpienie jest przepustką do nieba, musielibyśmy uznać, że na rzecz zbawienia ludzi więcej udało się dokonać dyktatorom i zbrodniarzom takim jak Hitler i Stalin, niż apostołom Jezusa. To byłoby kompletnym absurdem.

Średniowieczni mnisi uprawiali ciężkie posty, starali się spać w niewygodnych miejscach i dokonywali samobiczowania w imię swego przyszłego zbawienia. W ten sposób bat w ich ręku, w ich zrozumieniu, stawał się narzędziem zbawienia. Zadawali więc sobie cierpienie w imię wyższych racji. Gdyby jednak spędzili ten czas na poznawaniu Bożego Słowa, szybko dowiedzieliby się, że jest to coś, czego Bóg nie chce, i coś, za co wcale nie czeka ich nagroda. Osoby, które dziś zadają sobie cierpienie w imię tak błędnie pojmowanej koncepcji zbawienia, okrutnie oszukują samych siebie.

Zbawienie dzięki spełnianiu dobrych uczynków

W naszej kulturze jest to najpowszechniejsza koncepcja zbawienia. Bóg całkowicie mylnie przedstawiany jest w tej koncepcji jako posiadacz wagi, na której umieszczone są z jednej strony nasze złe, a z drugiej strony dobre uczynki. Natomiast – odpowiedzialnością człowieka jest dbanie o to, by dobrych uczynków było zawsze znacznie więcej niż złych. W tej koncepcji jest pewne słuszne założenie. Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że owo założenie choć zwraca się we właściwym kierunku, bo rzeczą dobrą jest czynić dobrze, jest też założeniem wybrakowanym i niewystarczającym dla zbawienia człowieka. Można by rzec: „Bóg cieszy się z naszych dobrych czynów, ale nie zbawi nas z ich powodu”. By to zobrazować, spójrzmy na historię Korneliusza:

„A pewien mąż w Cezarei, imieniem Korneliusz, setnik kohorty, zwanej italską, Pobożny i bogobojny wraz z całym domem swoim, dający hojne jałmużny ludowi i nieustannie modlący się do Boga, Ujrzał wyraźnie w widzeniu za dnia około dziewiątej godziny anioła Bożego, który przystąpił do niego i rzekł mu: Korneliuszu! Ten zaś, strachem zdjęty, utkwił w nim wzrok i rzekł: Co jest, Panie? I rzekł mu: Modlitwy twoje i jałmużny twoje jako ofiara dotarły przed oblicze Boże. Przeto poślij teraz mężów do Joppy i sprowadź niejakiego Szymona, którego nazywają Piotrem”

Dz.Ap. 10, 1-5(BW)

Biblia mówi tu o pobożnym człowieku, modlącym się i dającym hojnie jałmużnę. Mówi też, że Bogu się to podobało. Jego dobre postawy i czyny zostały zauważone. Przyjrzyjmy się jednak po co Szymon Piotr miał przyjść do niego. On sam mówi o tym takimi słowami:

„Opowiedział nam on, jak ujrzał anioła, który się pojawił w domu jego i rzekł: Poślij do Joppy i sprowadź Szymona, którego nazywają Piotrem, A on powie ci słowa, przez które będziesz zbawiony, ty i cały dom twój. A gdy zacząłem mówić, zstąpił na nich Duch Święty, jak i na nas na początku.”

Dz.Ap. 11, 13-15(BW)

Zwróćmy uwagę, że w owym opisie mamy do czynienia z człowiekiem, który czynił dobrze a jednocześnie musiał usłyszeć słowa, przez które miało przyjść zbawienie. Jego dobre uczynki, choć docenione, były niewystarczające. Musiał usłyszeć ewangelię. Zaakceptować ją lub odrzucić. Uwierzyć lub nie. Bez tego spotkania z Piotrem mógłby przez całe życie pełnić dobre uczynki, nie doświadczając zbawienia. Biblia mówi, że dobrymi uczynkami nikt nie zasłuży na zbawienie (Rzym.3,20). Wyobrażenie Boga stojącego z wagą wypełnioną naszymi dobrymi i złymi uczynkami jest obrazem fałszywym. Biblia mówi, iż zapłatą za grzech jest śmierć, a nie dwa dobre uczynki. Zbawienie w oparciu o dobre uczynki moglibyśmy porównać do próby zrobienia kładki nad przepaścią ze zbyt krótkiej deski. Choć drewno może być solidne i wystarczająco mocne, by udźwignąć nasz ciężar, jednak, gdy nie możemy obu końców tej deski umieścić na krawędziach przepaści, okazuje się ona niewystarczająca. Tak jest z naszymi dobrymi uczynkami.

Człowiek, który 5 lat chodził do supermarketu i zawsze uczciwie płacił rachunki przy kasie, gdy dokona w nim kradzieży, na której zostanie przyłapany, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za to niezależnie od całej uczciwości, wykazanej przez niego wcześniej, ani od tej, jaką będzie się wykazywał później. Ktoś, kto stoi przed sądem z powodu zabójstwa, nie mógłby oczekiwać uniewinnienia, deklarując lub nawet udowadniając, że mógł i zamierzał zabić innych 5 osób, jednak z tego zrezygnował, nie uczyniłby w ten sposób siebie ani trochę mniej winnym wobec sądu. Gdyby też okazało się, że był ratownikiem wodnym i tego roku uratował 5 osób przed utonięciem, to też nie czyniłoby go wobec sądu ani trochę mniej winnym popełnionego morderstwa.

Nigdy niczym o własnych siłach nie zdołamy wykupić siebie z ciążącej na nas winy. Nasze grzechy są tak realnymi faktami w naszej historii jak lodowa góra czekająca na Titanica. Nie jesteśmy więc w stanie zbawić siebie o własny potencjał możliwości. Potrzebujemy, by zbawienie pojawiło się w naszym życiu z inicjatywy i woli Wszechmogącego Boga.

Rozdział V. Kim naprawdę jest Jezus?

Na początku lat 90-tych, gdy rozpoczynał się w Polsce proces przemian związany z powolnym odchodzeniem od władzy komunistów, pogłębiła się w Polsce fascynacja religiami wschodu, kulturą Indian i starymi formami okultyzmu. W tamtym czasie sam również w tym uczestniczyłem. Jako – z jednej strony – bardzo młody, z drugiej – mocno zepsuty, a z trzeciej – przerażająco naiwny człowiek, usłyszałem w tym czasie ogromną ilość stwierdzeń, mających na celu określić prawdziwą tożsamość Jezusa. Do moich ulubionych książek w tamtym czasie zaliczałem „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa, w której Jezus wydawał się być naiwnym i wystraszonym intelektualistą uprawiającym włóczęgostwo. Taka wizja Jezusa, choć nieprawdziwa, wydawała się być bardziej pociągająca niż obraz Boga, który został zaszczepiony mi na lekcjach religii czy w kościele w czasie mojego dzieciństwa. Z jednej strony – kosmiczny sadysta, obojętnie obserwujący mą nieudolność, zawsze gotów do karania błędów, z drugiej – naiwny włóczęga. Choć oba te wyobrażenia były błędne, łatwiej było mi utożsamić się z tym, w którym był bardziej podobny do mnie. Z biegiem czasu, rozwijając swoje zainteresowanie okultyzmem, odkryłem, że postać Jezusa jest rozumiana znacznie szerzej i utożsamiana z przeróżnymi nurtami i praktykami. Pewien bioenergoterapeuta powiedział: „Jezus był największym z nas. Leczył dotykiem”. Inni przywieźli swoje wyobrażenie Jezusa w UFO, mówiąc, że był On istotą z innego świata – jak sam mówił – pochodził z nieba, dzięki czemu posiadał moce przewyższające nasze wyobrażenie. W jednej z książek napisanej przez buddyjskiego guru znalazłem cytat z Ewangelii Mateusza, gdzie Jezus zachęca do modlitwy w ukryciu, co guru skomentował, mówiąc, iż Jezus był wielkim zwolennikiem uprawiania medytacji transcendentalnej w odosobnieniu. Później dowiedziałem się, że Jezus był komunistą. Jeszcze później, że był hippisem. Od innych osób dowiedziałem się, że był po prostu wielkim magiem, który uczył się magii w Egipcie. Pewna grupa religijna dowodziła mi, że Jezus był aniołem, który zstąpił na wcześniej żyjącego człowieka i zawładnął nim.

Wszystkie te stwierdzenia nie mogły być prawdą. Z biegiem lat usłyszałem jeszcze dziwniejsze stwierdzenia pod adresem Jezusa. Nie jest to problem nowy. Już apostoł Paweł w swym Drugim Liście do Koryntian pisał o problemie „ innego Jezusa” (2Kor. 11,4).

Przed laty zainteresowałem się pewnym młodym okultystą. Chciałem przedstawić mu ewangelię. Pewnego dnia, odwiedziłem go w domu. Stwierdził, że wierzy w Jezusa i że powierzył mu swoje życie. Mimo tych dobrze brzmiących deklaracji, nie miałem przekonania, że dobrze się rozumiemy. W końcu zapytałem: „Kim jest ten Jezus, w którego wierzysz?” Tu wyszedł problem. Okazało się, że wierzy w Jezusa, który w dzieciństwie zgłębiał nauki czarnoksięskie w Egipcie, za sprawą których później dokonywał cudów. Na krzyżu nie umarł, lecz popadł w letarg, później uciekł do Indii, gdzie został słynnym guru. Po tych informacjach jasne było, że wierzył w innego Jezusa. Wykazałem mu, na czym polega różnica i postawiłem przed wyborem, którego dokonał, wybierając Jezusa opisanego w Biblii. Dziś ów człowiek jest częścią wspólnoty, którą prowadzę, a o jego nawróceniu i problemach związanych z tym powstało kilka audycji radiowych, które demaskują niebezpieczeństwo związane z „innym Jezusem”.

Kim więc Jezus był naprawdę? Czy możemy rozumieć Jego osobę w dowolny sposób, dopasowany do naszych potrzeb, upychając w wyobrażenie o Nim to, co nam pasuje, czy też powinniśmy zastanowić się nad tym, co On sam o sobie mówił i co mówili o Nim ci, którzy spędzili z nim życie? Zapytałem kiedyś: „Kim jest Jezus?”. Usłyszałem w odpowiedzi: „Zbawicielem świata”. Brzmiało to dobrze. Zapytałem więc: „W jaki sposób można uczestniczyć w tym zbawieniu?”. I tu nie było już żadnej odpowiedzi. Najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić w celu rozstrzygnięcia tego, kim jest Jezus naprawdę i jaką rolę odgrywa dla naszego zbawienia, jest sprawdzenie tego, co na ten temat napisane jest w Piśmie Świętym. Przyjrzyjmy się zatem temu.

Jezus przedstawiany jest w Biblii jako osoba wyjątkowa. Jest centralną postacią tej Księgi. Tekst Biblii był pisany na przestrzeni blisko tysiąca czterystu lat, przez ponad 40 autorów, z których większość była rdzennymi Żydami. Część autorów Biblii była królami, inni urzędnikami, inni kapłanami lub prorokami, jeszcze inni rybakami i pasterzami. W całej tej różnorodności i rozpiętości czasu Biblia zachowuje jednolite spojrzenie na wyjątkowość osoby Jezusa Chrystusa. W pismach Starego Testamentu znajdowała się ogromna ilość proroctw, mówiąca o Jego przyjściu. Prorok Izajasz na 700 lat przed wydarzeniami, które opisywał, dostarczył wielu informacji, zapowiadających okoliczności przyjścia Mesjasza i szczegóły z Jego życia:

Narodzenie z dziewicy

Zapowiedź:

„Dlatego sam Pan da wam znak: Oto panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Immanuel.”

Iz. 7, 14 (BW)

Wypełnienie:

„A z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy matka jego, Maria, została poślubiona Józefowi, okazało się, że, zanim się zeszli, była brzemienna z Ducha Świętego. A Józef, mąż jej, będąc prawym i nie chcąc jej zniesławić, miał zamiar potajemnie ją opuścić. I gdy nad tym rozmyślał, oto ukazał mu się we śnie anioł Pański i rzekł: Józefie, synu Dawidowy, nie lękaj się przyjąć Marii, żony swej, albowiem to, co się w niej poczęło, jest z Ducha Świętego. A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego. A to wszystko się stało, aby się spełniło słowo Pańskie, wypowiedziane przez proroka: Oto panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami. A gdy Józef obudził się ze snu, uczynił tak, jak mu rozkazał anioł Pański i przyjął żonę swoją. Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus.”

Mat. 1, 18-25 (BW)

Narodzenie w konkretnym rodzie

Zapowiedź:

„I wyrośnie różdżka z pnia Isajego, a pęd z jego korzeni wyda owoc. I spocznie na nim Duch Pana; Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch poznania i bojaźni Pana.”

Iz. 11, 1-2 (BW)

Wypełnienie:

„A Jesse był ojcem Dawida, króla, a Dawid zrodził z żony Uriasza Salomona.”

Mat. 1,6 (BW) – fragment rodowodu Jezusa ujęty w Ewangelii Mateusza 1,1-17.

Rodzaj słuchaczy Jego nauk

Zapowiedź:

„Duch Wszechmocnego, Pana nade – mną, gdyż Pan namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę; posłał mnie, abym opatrzył tych, których serca są skruszone, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie.”

Iz. 61, 1 (BW)

Wypełnienie:

„A Jan, usłyszawszy w więzieniu o czynach Chrystusa, wysłał uczniów swoich i kazał mu powiedzieć: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego? A Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi, co słyszycie i widzicie: Ślepi odzyskują wzrok i chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, a ubogim zwiastowana jest ewangelia; A błogosławiony jest ten, kto się mną nie zgorszy.”

Mat. 11, 2-6 (BW)

Ukrzyżowanie

Zapowiedź:

„Kto uwierzył wieści naszej, a ramię Pana komu się objawiło? Wyrósł bowiem przed nim jako latorośl i jako korzeń z suchej ziemi. Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy, i nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na niego. Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich. Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust. Z więzienia i sądu zabrano go, a któż o jego losie pomyślał? Wyrwano go bowiem z krainy żyjących, za występek mojego ludu śmiertelnie został zraniony. I wyznaczono mu grób wśród bezbożnych i wśród złoczyńców jego mogiłę, chociaż bezprawia nie popełnił ani nie było fałszu na jego ustach. Ale to Panu upodobało się utrapić go cierpieniem. Gdy złoży swoje życie w ofierze, ujrzy potomstwo, będzie żył długo i przez niego wola Pana się spełni. Za mękę swojej duszy ujrzy światło i jego poznaniem się nasyci. Sprawiedliwy mój sługa wielu usprawiedliwi i sam ich winy poniesie. Dlatego dam mu dział wśród wielkich i z mocarzami będzie dzielił łupy za to, że ofiarował na śmierć swoją duszę i do przestępców był zaliczony. On to poniósł grzech wielu i wstawił się za przestępcami.”

Iz. 53, 1-12 (BW)

Wypełnienie:

„Wraz z nim ukrzyżowali wówczas dwóch złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy. A ci, którzy przechodzili mimo, bluźnili mu, kiwali głowami swymi, I mówili: Ty, który rozwalasz świątynię i w trzy dni ją odbudowujesz, ratuj siebie samego, jeśli jesteś Synem Bożym, i zstąp z krzyża. Podobnie i arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi wyśmiewali się z niego i mówili: Innych ratował, a siebie samego ratować nie może; jest królem izraelskim, niech teraz zstąpi z krzyża; a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym. Tak samo urągali mu złoczyńcy, którzy z nim razem byli ukrzyżowani. A od szóstej godziny do godziny dziewiątej ciemność zaległa całą ziemię. A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Niektórzy zaś z tych, co tam stali, usłyszawszy to, mówili: Ten Eliasza woła. I zaraz pobiegł jeden z nich, wziął gąbkę, napełnił octem, włożył na trzcinę i dał mu pić. A inni mówili: Poczekaj, zobaczymy, czy Eliasz przyjdzie, aby go wyratować. Ale Jezus znowu zawołał donośnym głosem i oddał ducha. I oto zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia się zatrzęsła, i skały popękały, I groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; I wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu, i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu. A setnik i ci, którzy z nim byli i strzegli Jezusa, ujrzawszy trzęsienie ziemi i to, co się działo, przerazili się bardzo i rzekli: Zaiste, ten był Synem Bożym. A było tam wiele niewiast, które z daleka się przypatrywały; przyszły one za Jezusem od Galilei i posługiwały mu. Wśród nich była Maria Magdalena i Maria, matka Jakuba i Józefa, i matka synów Zebedeuszowych. A gdy nastał wieczór, przyszedł człowiek bogaty z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. Ten przyszedł do Piłata i prosił o ciało Jezusa. Wtedy Piłat kazał je wydać. A Józef wziął ciało i owinął je w czyste prześcieradło, I złożył je w swoim nowym grobie, który wykuł w skale, i zatoczył przed wejście do grobu wielki kamień, i odszedł.”

Mat. 27, 38-60 (BW)

Poza taką bezpośrednią formą proroctw, dotyczących przyjścia Jezusa, znajdowały się w Starym Testamencie również zapowiedzi Jego przyjścia przedstawione w inny sposób. Wielki człowiek, jakim był Jan Chrzciciel, gdy dostrzegł Jezusa, wypowiedział o Nim dość zaskakujące stwierdzenie:

„Nazajutrz ujrzał Jezusa, idącego do niego, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Za mną idzie mąż, który był przede mną, bo pierwej był niż ja. I ja go nie znałem; lecz dlatego przyszedłem, chrzcząc wodą, aby był objawiony Izraelowi. Jan świadczył też, mówiąc: Widziałem Ducha, zstępującego z nieba jakby gołębica; i spoczął na nim. I ja go nie znałem; lecz Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, rzekł do mnie: Ujrzysz tego, na którego Duch zstępuje i na nim spocznie, Ten chrzci Duchem Świętym. A ja widziałem to i złożyłem świadectwo, że ten jest Synem Bożym. Nazajutrz znowu stał Jan z dwoma uczniami swoimi I ujrzawszy Jezusa przechodzącego, rzekł: Oto Baranek Boży.”

Jn. 1, 29-36 (BW)

Skąd porównanie Jezusa do baranka? Jako żyjący w XXI w. nie koniecznie musimy rozumieć trafności tego stwierdzenia. Musimy jednak pamiętać, że słowa te zostały wypowiedziane w świecie Izraelitów, posiadających system religijnych ofiar i rytuałów, w których śmierć baranka była obrazem przymierza z Bogiem i ofiary spełnionej za grzechy w celu odwrócenia Bożego gniewu. W takim kontekście słowa Jana Chrzciciela łączyły ze sobą tę rzeczywistość religii judaistycznej i symboliki w niej zawartej z wypełnieniem tego w osobie Jezusa – poprzez Jego śmierć i zmartwychwstanie.

Istnieją setki precyzyjnych proroctw, które dotyczą osoby Jezusa. Niektóre z nich są bardzo bezpośrednie i czytelne. Inne wymagają głębszych analiz. Jednak rzeczą zdumiewającą jest to, że wszystkie one wypełniły się w odniesieniu do Jego osoby. Matematyczne obliczenia rachunku prawdopodobieństwa co do wypełnienia tylko ośmiu proroctw wynosi jeden na dziesięć do siedemnastej potęgi, proroctw dotyczących przyjścia Jezusa było ponad 250. Pokazuje to, że wiara w zbieg okoliczności byłaby, z naukowego punktu widzenia, kompletnie absurdalna. Jest to jednym z powodów, dla których musimy uznać Jezusa za osobę całkowicie wyjątkową i niepowtarzalną. To również powinno skłonić nas do poważnego potraktowania wszystkiego, co mówił i zrobił. Jego stwierdzenia wydają się być jeszcze bardziej zaskakujące niż fakt wypełnienia tylu setek proroctw wypowiedzianych o Nim w poprzedzających Go wiekach.

Co Jezus mówi o sobie?

Jezus powiedział o sobie słowa, które, jeśli je poważnie potraktujemy, spowodują, że będziemy musieli zająć jakąś pozycję w stosunku do Niego. Ludzie nie traktujący poważnie Jego słów nazywają Go wielkim myślicielem, moralistą, twórcą religii. Mawia się, że był najpokorniejszym człowiekiem chodzącym po Ziemi. Jednak, jeżeli uznamy, że był tylko człowiekiem, postawi to nas w sytuacji, w której będziemy musieli uznać Go za niebezpiecznego szaleńca i kłamcę, jak zrobili to współcześni Mu przedstawiciele religijnych elit.

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe.”

Jan. 3, 16-19 (BW)

Jezus w tych słowach stwierdził, że jest On darem Bożej miłości, że jest jedyną nadzieją na zbawienie i, jeśli ludzie nie przyjmą właściwej postawy w stosunku do Niego, Bóg nigdy nie zainteresuje się nimi i będą pozbawieni nadziei na zbawienie. W wielkim skrócie Jezus mówi: „Jeśli ufasz Mi i będziesz Mi posłuszny, da ci to zbawienie. Wszystko inne doprowadzi cię do nikąd”. Czy możemy to potraktować jak słowa pokornego człowieka? Jeśli wypowiedział je tylko człowiek, musiałby być cierpiącym na manię wielkości szaleńcem, szukającym fanatycznych zwolenników. Jeśli był Synem Bożym, który przyszedł, by w swojej osobie dać nam jedyną szansę na zbawienie, słowa te stają się dla nas dobrą nowiną. Trzecia opcja nie istnieje.

Do równie szokujących stwierdzeń Jezusa należą również i te:

„A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota.”

Jan. 8, 12(BW)

„Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.”

Jan. 14, 6(BW)

„Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie.”

Jan. 8, 36(BW)

Wszystkie powyższe stwierdzenia zmuszają nas do przyjęcia jakiejś postawy w stosunku do kogoś, kto miał odwagę je wypowiedzieć. Musiał to być albo niebezpieczny szaleniec, albo Syn Boży ukazujący nam jedyną drogę zbawienia.

Czyny Jezusa

Biblia przedstawia niezwykłe czyny, które były codziennością służby Jezusa. Niezliczona ilość uzdrowień i uwolnień od demonów była czymś występującym w ogromnej ilości i częstotliwości przez ok. 3,5 roku Jego ziemskiego zaangażowania. Biblia często wspomina o masowych uzdrowieniach dokonujących się w trakcie Jego spotkań. Były też cuda, których częstotliwość była mniejsza. Zaliczają się do nich:

władza nad naturą

wskrzeszenia umarłych

pomnożenie i przemiana pokarmów

doświadczanie obecności istot z innego świata.

Nikt nigdy w historii nie mógłby być przyrównany do Jezusa pod względem Jego czynów. Pozostaje tak wyjątkowy i niepowtarzalny w historii świata jak słońce w naszym układzie planetarnym. Jest jedno, niezastąpione, nie dające się pominąć.

Stwierdzenia uczniów Jezusa na Jego temat

Jedenastu z dwunastu apostołów Jezusa, po Jego zmartwychwstaniu podjęło się służby zleconej im w celu rozkrzewienia chrześcijaństwa. Dziesięciu z nich przypieczętowało tę służbę męczeńską śmiercią, co samo w sobie jest dowodem ich radykalnej wiary w prawdziwość słów, za które ginęli.

Apostoł Piotr i Jan złożyli o Jezusie takie świadectwo przed najwyższą radą żydowską:

„I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.”

Dz.Ap. 4, 12(BW)

Apostoł Paweł, który nie zaliczał się do grona 12 uczniów Jezusa, jednak został osobiście powołany do służby przez zmartwychwstałego Chrystusa, w swym Liście do Kolosan, ukazuje Jezusa jako powód, dla którego wszystko, co znamy, zostało stworzone:

„On jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia, Ponieważ w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na nim jest ugruntowane, On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy, Ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości I żeby przez niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego.”

Kol. 1, 15-20(BW)

Apostoł Jan w swym liście posuwa się do stwierdzenia, że Jezus jest nie tylko Synem Bożym, ale jest Bogiem:

„Wiemy też, że Syn Boży przyszedł i dał nam rozum, abyśmy poznali tego, który jest prawdziwy. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie. On jest tym prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym. Dzieci, wystrzegajcie się fałszywych bogów.”

1 Jan. 5, 20-21(BW)

Już te kilka stwierdzeń uczniów Jezusa o Nim pokazuje, że nie uważali Go za duchowego mistrza, czy oświeconego człowieka. Kierując się więc tym, co Jezus mówił o sobie i tym, co na Jego temat nauczali Jego apostołowie, nieuchronnie musimy dojść do punktu, w którym uznamy to za jedyną prawdę lub jedno z wielu kłamstw wypowiadanych w imię wyższych idei. Znając powyższe fakty, musimy dokonać wyboru. Albo szukamy zbawienia, które jest jedynie w Jezusie, albo Go odrzucamy, albo też pozostajemy wobec Niego obojętnymi, co też jest wyborem. Jednak, aby nasza decyzja mogła znaleźć wystarczający materiał do jej podjęcia, musimy odpowiedzieć sobie na to, co tak właściwie Jezus ma nam do zaoferowania, jak możemy to otrzymać i czego od nas oczekuje. Nad tym zastanowimy się w dalszej części.

Rozdział VI. Jego oferta nasza decyzja

Jezus w sposób bardzo zdecydowany prowadził swoją służbę, zmierzając do konkretnego celu, jakim miało być złożenie swojego życia w ofierze za grzechy wszystkich ludzi. Przyjrzyjmy się temu, jak wyglądała Jego podróż, służba, życie, śmierć i zmartwychwstanie, po którym nastąpiło wniebowstąpienie do czasu Jego powtórnego przyjścia.

Pierwsza rzecz, o jakiej Bóg pozwala nam wiedzieć na temat Jego Syna jest to, iż istniał On jako odrębna osoba, zrodzona z Ojca w wieczności, przed założeniem świata. Katastroficzną pomyłką byłoby twierdzenie, iż Syn Boży narodził się z Marii i to był Jego początek zaledwie dwa tysiące lat temu. Jezus mówi do faryzeuszy o swoim wcześniejszym życiu z okresu przed wcieleniem:

„Wtedy Żydzi rzekli do niego: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham był, Jam jest.”

Jan. 8, 57-58(BW)

Historycznie rzecz biorąc – Abraham żył ok. 2000 lat przed Jezusem. Jezus jednak stwierdza, że widział Abrahama i istniał znacznie wcześniej niż on. Apostoł Paweł w Liście do Filipian odwołuje się do wiary w to, iż Jezus, zanim doświadczył wcielenia, istniał przez nieznaną nam ilość czasu, a właściwie poza czasem w wieczności, i zdecydował się na opuszczenie tamtego wymiaru i pozycji w celu pozyskania dla siebie ludzi, których mógłby obdarzyć niekończącym się życiem u swego boku.

„Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, Który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, Aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią I aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.”

Filip. 2, 5-11(BW)

Widzimy więc tu Jezusa, który – jak Pismo mówi – był w postaci Bożej i był równy Bogu w momencie rozpoczęcia podróży „w dół”, na ziemię. Opisany jest tutaj jako Ktoś, kto dobrowolnie wyrzeka się swojej pozycji i możliwości, jakie z niej wynikają, przyjmując na siebie wszechstronne ograbienie. Widzimy tu kolejne etapy: wyparł się siebie, przyjął postać sługi, stał się podobny ludziom i okazał się człowiekiem. Zbliżając się do nas, tracił samego siebie. Już na tym etapie była to przerastająca naszą wyobraźnię… ofiara. Jednak, w Bożym planie, było to dopiero przygotowanie do właściwej ofiary. Uniżył samego siebie, był posłuszny aż do śmierci krzyżowej.

W ciągu minionych lat słyszałem różne stwierdzenia mówiące o ukrzyżowaniu Jezusa. Zacytuję tu niektóre z nich: „Jezus umarł, by dowieść, że był gotów w ten sposób pokazać jak bardzo nieugiętymi musimy być w przestrzeganiu nauczanych przez Niego zasad moralnych”. Słyszałem również stwierdzenie, iż „Jezus oddał swoje życie by zamanifestować potrzebę tolerancji wobec odmiennych poglądów, które reprezentował, a ludzie powinni wyciągnąć z tego wniosek mówiący, że każdy ma prawo do swego zdania i nikt nie powinien być prześladowany z powodu swoich przekonań”. Słyszałem również, że „śmierć Jezusa była nikomu niepotrzebną tragedią, świadczącą jedynie o głupocie współczesnych Mu ludzi. Słyszy się również, że, „gdyby Jezus żył dzisiaj, z pewnością nikt nie czyhałby na Jego życie”. Martin Luter King, nie tak odległy nam w czasie, amerykański czarnoskóry pastor Kościoła Baptystycznego, żyjąc w tak ucywilizowanym kraju, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki, został w nim zamordowany za występowanie przeciwko segregacji rasowej. Przez minione stulecia ludzie byli mordowani za takie rzekome zbrodnie jak tłumaczenie Pisma Świętego na narodowe języki. Dwudziesty i dwudziesty pierwszy wiek dla chrześcijaństwa to okresy męczenników. Każdego dnia setki chrześcijan jest mordowanych głównie w krajach islamskich, a to, co poczytuje się im za zbrodnie, jest wiarą w Jezusa. Śmiem twierdzić, że Jezus we współczesnej Polsce nie zostałby lepiej potraktowany niż w dawnym Izraelu. Wcześniej wspomniane przeze mnie poglądy dotyczące śmierci Jezusa wynikają z ignorowania podanych przez Niego powodów. Uczniowie Jezusa byli jednomyślni w kwestii sensu Jego śmierci.

Apostoł Paweł mówi o dwóch postawach, jakie ludzie mogą zająć wobec krzyża – albo będzie on dla nas niezrozumiały, nieistotny i głupi, albo stanie się początkiem doświadczania Bożej mocy w naszym życiu:

„Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.”

1 Kor. 1, 18 (BW)

Krzyż był centralnym punktem głoszonej ewangelii. W zależności od stosunku do niego wszystko inne miało sens lub nie. Bez postawienia sensu ofiary Jezusa w odpowiednim miejscu w naszej świadomości, wszelkie wysiłki nastawione na to, by sprostać chrześcijańskiej moralności, mogą okazać się całkowicie chybione.

Posłużę się tu rozjaśniającym tę kwestię przykładem:

Załóżmy, że ktoś po wypełnieniu zgłoszenia i wysłaniu go do określonej daty otrzyma bezpłatnie bilet na rejs dookoła świata. W tym celu też powinien przeczytać książkę opisującą porty w krajach, w których statek będzie cumował. Może też nauczyć się podstawowych słów w różnych językach narodów, z którymi będzie się stykał. Może też, czytając tę książkę, przygotować się na zderzenie z obcymi kulturami. Jest więc to bardzo użyteczny poradnik. Załóżmy, że ktoś do kogo została skierowana taka propozycja podróży, przejął się nią tak bardzo, że podręcznika nauczył się prawie na pamięć. Jednak zapomniał wysłać ankietę zgłoszeniową i nie został zakwalifikowany jako uczestnik tej podróży. Dziś bardzo podobnie wygląda sytuacja wielu ludzi, którzy starają się spełniać zasady chrześcijańskiej moralności, a zarazem nie rozumieją centralnej roli ofiary Jezusa Chrystusa na krzyżu.

„Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. I przybyłem do was w słabości i w lęku, i w wielkiej trwodze, A mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, Aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.”

1 Kor. 2, 2-5 (BW)

Celem śmierci krzyżowej Jezusa jest odwrócenie tego, co Adam popsuł przez swój grzech. Każdy potomek Adama z natury jest grzesznikiem. Z natury żyje z dala od Boga i jest bardziej skłonny do bałwochwalstwa, to znaczy uwielbienia stworzenia niż do czczenia Stwórcy. Kierowani naszą grzeszną naturą nieuchronnie zmierzamy do piekła. Jezus przyjmuje przysługujący nam wyrok i decyduje się na odbycie kary za nas.

Przed laty jeden z misjonarzy Ligii Biblijnej opowiedział pewną historię, która ilustruje to, co Jezus zrobił dla nas:

Grupa ukrywających się wraz z rodzinami partyzantów odkryła, że regularnie ktoś podkrada jedzenie. Dowódca zarządził nocną straż w celu schwytania złodzieja i ukaranie go karą chłosty. Słowa dowódcy były prawem bez możliwości odwołania. Następnego dnia rano schwytano sprawcę. Dowódca został zapytany, czy kara rzeczywiście ma być wykonana. Oczywiście -odpowiedział. Już wczoraj ją wyznaczyłem. Okazało się jednak, że złodziejem żywności była matka dowódcy. To bardzo skomplikowało sytuację. Dowódca nie mógł anulować swoich wcześniejszych słów, zrobił więc coś innego. W chwili, gdy kara miała być wykonana zdjął koszulę i objął swoją matkę, osłaniając ją przed zadawanymi uderzeniami bata.

Wyrok został wykonany na tym, który go wyznaczył. Przyjął to na siebie w imię wyższej sprawy niż sprawiedliwość, a którą była… miłość do matki. To przedstawia nam, w jaki sposób Bóg, który nie cofa sprawiedliwie wydanego wyroku przeciwko ludzkości, stwarza nam w swym miłosierdziu drogę ucieczki, na której możemy doświadczyć łaski usprawiedliwienia. Adam wprowadził całą ludzkość, niezależnie od woli któregokolwiek z jego potomków, w rzeczywistość grzechu i potępienia. Jezus przyszedł, by stworzyć dla tych, którzy zapragną zbawienia z tej trudnej sytuacji, drogę wyjścia, na którą każdy może wejść. Każdy też musi jednak w tym celu podjąć osobiste decyzje tak doniosłe i istotne jak ta, którą podejmował Adam, stojąc przy drzewie poznania dobra i zła. My dzisiaj, w duchowy sposób, stoimy u stóp innego drzewa. Stoimy przy krzyżu Golgoty, przy Jezusie – przyjmującym nasza winę na siebie. Ów ukrzyżowany Jezus oczekuje, że zaufamy Jemu z całego serca, przyjmiemy Jego ofiarę jako tę, która dotyczy naszego życia osobiście.

Poniżej przytoczę obszerny fragment listu apostoła Pawła do Rzymian, mówiący o tej sprawie:

„Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie. Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli… Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi. Natomiast Prawo weszło, niestety, po to, by przestępstwo jeszcze bardziej się wzmogło. Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.”

Rz 5, 1-21(BT)

Bóg stwarza nam możliwość zmiany ze stanu potępienia do zbawienia. Nie jest to jednak zmiana obejmująca kogokolwiek automatycznie.

„Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat. Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał. Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego,”

Jan. 1, 9-12 (BW)

Osobiste przyjęcie Jezusa i Jego dzieła dla nas jest czymś, czego nikt nie zrobi za nas, a my sami nie powinniśmy podejmować takiej decyzji bez właściwego przemyślenia jej. Z historii znamy przykłady ogłaszanych amnestii, które dotyczyły jedynie tych, którzy zdecydowali się z nich skorzystać. Ułaskawienie ze strony władz dotyczyło osób, które popełniły wykroczenia, ale zdecydowały się do nich przyznać i przyjąć zwolnienie z ponoszenia przysługującej kary. Amnestia była prawdziwa i obowiązująca, jednak, jeśli ktoś z niej nie skorzystał do wyznaczonego terminu, to nadal ciążyła na nim odpowiedzialność i był ścigany przez władze. Boże przebaczenie musimy przyjąć osobiście.

Oswald Smith w swej książce „ Ewangelia którą głosimy” podaje pewien poruszający przykład młodego człowieka, który podczas bójki, zabił swojego przeciwnika i otrzymał wyrok śmierci w swojej sprawie. Osoby z jego miasta, które znały go z dobrej strony napisały petycję do gubernatora stanu z prośbą o ułaskawienie. Ogromna ilość ludzi podpisała się pod tą petycją. Gubernator był tym poruszony, wyglądało na to, że musiał to być bardzo uczciwy i przyzwoity człowiek, skoro tak wielu prosiło o łaskę dla niego. Do nieszczęśliwego wydarzenia musiało dojść w wyniku wielu wyjątkowo złych zbiegów okoliczności. Gubernator postanowił pozytywnie rozpatrzyć tę sprawę, wcześniej jednak chciał poznać tego zabójcę, za którym ujęło się tak wielu znających go ludzi. Wiedział, że, jeśli pójdzie tam jako gubernator, wywoła to dość sztuczne zachowanie u człowieka, który wie, że to właśnie od niego zależy jego życie i śmierć. Postanowił więc przebrać się i poszedł do więzienia, udając duchownego. Gdy znalazł się przed kratą, zobaczył wściekłego i rozgoryczonego człowieka w celi. Powiedział: „Mam dla ciebie dobrą nowinę”. Ten jednak nie chciał go słuchać. Zaczął wyzywać gubernatora, domagając się, żeby dał mu spokój i odczepił się od niego. Gubernator opuścił więzienie smutny i rozczarowany. Strażnicy spytali skazanego, czy cieszy się z wizyty gubernatora i czy otrzymał planowane ułaskawienie. Zabrzmiało to jak kolejne ogłoszenie wyroku. W dniu swojej egzekucji skazany powiedział: „Umieram nie dlatego, że zabiłem człowieka, ale dlatego, że nie potrafiłem zaufać człowiekowi, który mógł mnie ułaskawić”.

Tak wygląda sytuacja ludzkości. Bóg ogłosił swoją amnestię i podpisał akt ułaskawienia w postaci ciała Jezusa przybitego do krzyża. Jego decyzje zapadły. Teraz czas na nasze decyzje, od których zależy nasze wieczne przeznaczenie. Bóg nie musi dziś brać teczki z naszymi aktami i rozpatrywać naszej sprawy, zastanawiając się nad tym, czy chciałby nas zbawić, czy też nie. W rzeczywistości – najbardziej zbawienna decyzja, jaka dotyczy naszego życia, musi zostać podjęta przez nas samych, nikt nie wyręczy nas w tej sprawie.

W jednym z kazań wygłoszonych przez telewizyjnego ewangelistę usłyszałem poruszającą historię, ilustrującą to, jak Bóg przekazuje nam zbawienie:

Po śmierci pewnego zamożnego człowieka okazało się, że nie znaleziono jego testamentu. Wielu odległych krewnych zgłaszało roszczenia, jednak trudno było znaleźć kompromis w tej sprawie. Zmarły nie pozostawił po sobie dzieci. Jedyny syn, jakiego miał, umarł przed nim. W pozostawionym domu znajdował sie obraz przedstawiający tego syna. Jeden z krewnych powiedział, że nie chce nic poza tym obrazem. Gdy zdjęto go ze ściany i podano mu, okazało się, że z tyłu znajduje sie testament jego ojca, w którym było napisane: „Ten, który wybierze mojego syna, dostanie wszystko”.

Dziś, Wszechmogący Bóg w podobny sposób przekazuje nam zbawienie. Zależy ono od naszego osobistego stosunku do Jezusa. Od przyjęcia Jego spełnionej na krzyżu ofiary za nas. Od osobistego zaufania Mu, jako Zbawicielowi. Od powierzenia Mu swego życia z deklaracją posłuszeństwa Jego Słowu. Jezus zapytał swoich uczniów: „Za kogo mnie ludzie uważają?” Usłyszał kilka nietrafionych odpowiedzi. Piotr apostoł odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Dziś to pytanie kierowane jest do całej ludzkości: Za kogo uważamy Jezusa? Od tego, kim będzie On dla nas w doczesności zależy to, kim my będziemy dla Boga przez całą wieczność.

Jak więc tę zbawienną decyzję, dotyczącą osoby Jezusa i naszego stosunku do Niego, możemy podjąć i wprowadzić w życie? Apostoł Paweł opisuje to takimi słowami:

„Ale co powiada Pismo? Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim; to znaczy, słowo wiary, które głosimy. Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu. Powiada bowiem Pismo: Każdy, kto w niego wierzy, nie będzie zawstydzony. Nie masz bowiem różnicy między Żydem a Grekiem, gdyż jeden jest Pan wszystkich, bogaty dla wszystkich, którzy go wzywają. Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańkiego, zbawiony będzie.”

Rzym. 10, 8-13 (BW)

Wiara sercem i wyznanie ustami to oczekiwane przez Boga znaki z naszej strony, które On postanowił honorować.

W niniejszej książce przedstawione zostały podstawowe fakty dotyczące drogi zbawienia. Myślę, że większość osób, która ją przeczytała, rozumie potrzebę podjęcia i wyrażenia decyzji wynikających z własnej wolnej woli w odniesieniu do Bożego Syna. Tę zbawienną decyzję, jeśli taka zapadła w twoim sercu, możesz wyrazić poprzez wypowiedzenie poniższej modlitwy. Proponuje, by najpierw ją przeczytać i przemyśleć a później, jeśli jesteś w stanie, utożsamić się z jej treścią, by wypowiedzieć ją głośno z wiarą, że Wszechobecny Bóg jest obok ciebie i z najwyższą powagą przyjmuje to, co mówisz.

Boże wiem, że z powodu mojej zepsutej natury i moich grzechów zmierzam do wiecznego potępienia. Wiem też, że Jezus zapłacił potężną cenę swojej śmierci na krzyżu, by w ten sposób zapłacić za moje winy. Dziś chcę to zaakceptować. Przyjmuję to jako dar Twojego miłosierdzia dla mnie. Dziękuję Ci za to. Dziś też ogłaszam Jezusa swoim Panem i decyduję się na poznawanie Twojego Słowa i posłuszeństwo w stosunku do Niego. Amen.

 

Rozdział VII. Oni mają to już za sobą

Decyzja, którą podejmujemy, ogłaszając Jezusa naszym Panem i Zbawicielem, jest czymś fundamentalnym. Fundamentalnym, aby zakończyć nasze życie, które do tej pory było życiem w niezależności od Boga i rozpocząć nowe życie – podporządkowane Bożej woli, a w którym będziemy mogli korzystać z Jego wsparcia. Być może niektóre nawyki, jakie nabyliśmy żyjąc na własnych zasadach, nie opuściły nas automatycznie w chwili nawrócenia. Jednak Bóg obiecuje swoją troskę i wsparcie również w procesie przemiany, jakiej potrzebujemy. Nie musimy zwyciężać wszystkiego o własnych siłach. Zbawiciel to ktoś, kto zbawia, czyli ratuje nas z sytuacji, które nas przerastają. Chciałbym w tym rozdziale dać możliwość wypowiedzenia się osobom, które podjęły tę zbawienną decyzję przed laty i mogą z dystansu minionego czasu powiedzieć o tym, jaki miała ona na nich wpływ.

Beata

Moje poszukiwanie Boga trwało kilka lat. Urodziłam się w rodzinie katolickiej. Zawsze byłam bardzo „kościołowa”. W szkole średniej zaliczałam wszystkie możliwe pielgrzymki organizowane w moim kościele. Zastanawiałam się nad celem i sensem życia tutaj, na ziemi. Zadawałam sobie szereg pytań dotyczących Boga, na które nie znałam odpowiedzi. Bóg był dla mnie ,pomimo tak wielu prób zbliżania się do Niego, bardzo daleki, odległy. Kojarzył mi się z „ dziadkiem, z białą długą brodą”, który siedzi gdzieś tam w chmurach i obserwuje moje wszelkie potknięcia, i za dobre wynagradza a za złe karze. Ja ze swojej strony chcąc się przypodobać z całych sił starałam się żyć w miarę poprawnie, nie paliłam, nie piłam alkoholu, starałam się nie kłamać. Oceniając swoje życie, umiejscawiałam siebie w tzw. czyśćcu, który wierzyłam że istnieje. Pewnego dnia dowiedziałam się, że Biblia nie wspomina o takim miejscu ani jednym słowem. Był to dla mnie naprawdę szok. Czułam wielki ból, żal, rozczarowanie, że całe moje młode życie byłam okłamywana.
Basia i Iza ,siostrzenice mojego męża, opowiedziały mi o Bogu, który jest zainteresowany mną osobiście, chce abym miała z Nim relację, chce rządzić i kierować moim życiem. Zaczęłam czytać list od Boga do ludzi: Pismo Święte. Przyjęłam, zaprosiłam Boga do swojego życia i poznaję Go do dziś jak jest hojny, pełen miłości do swojego stworzenia i nie mieści się w żadnych murach kościelnych, ale chce mieszkać w naszych sercach.
Decydując się powierzyć życie Jezusowi Chrystusowi podjęłam najważniejszą decyzję w moim życiu. Postanowiłam wieczność spędzić z Bogiem.

Sylwia

Mam 62 lata. W 1999 roku oddałam swoje życie Bogu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Boga nigdy nie szukałam. Byłam zbuntowana i nie chciałam chodzić na religię, do spowiedzi, do kościoła. Lubiłam święta, choinkę, pisanki czyli tradycję, która z Bogiem nie miała nic wspólnego. Do nieba też nie chciałam trafić po śmierci-bo po co? Tam jest tak nudno, przez całą wieczność składać ręce i śpiewać „Alleluja” – o nie, to nie dla mnie. Co innego piekło- doborowe towarzystwo, zabawa, taki wieczny piknik. Fascynowały mnie odkrycia naukowe, ewolucja, teoria wielkiego wybuchu, ale nigdy nie myślałam o Bogu. To była jakaś moc, siła nadprzyrodzona, która miała pieczę nad całym światem. Gdy zrozumiałam, że Bóg to nie moc, to miałam do Niego pretensje o niesprawiedliwość, przemoc, głodujące dzieci, obozy koncentracyjne i w zasadzie o całe zło tego świata.
Życie mnie nie rozpieszczało-ojciec umywający ręce od wszystkiego „dla świętego spokoju”, despotyczna mama, potem mąż- „damski bokser”, psychiczny i fizyczny terrorysta, nad dziećmi też znęcał się psychicznie i fizycznie. Po rozwodzie też lekko nie było- życie na zasiłku, praca na czarno, ciągłe kłopoty i zmartwienia-taka szara, beznadziejna egzystencja.
To córka szukała Boga, to w niej była pustka i głód i to ona wprowadziła Go do naszego domu. Zaczęła chodzić na spotkania, modlitwy, czytać Biblię, słuchać pieśni uwielbiających Boga. Cały czas mówiła tylko o Nim a ja nie mogłam już jej słuchać, miałam tego dość i chciałam żeby znów była „normalna”. To jej użył Bóg, by do mnie dotrzeć i po trzech tygodniach nie mając nic do stracenia oddałam życie Bogu. Uznałam Jezusa za Pana i Zbawiciela, po prostu uwierzyłam, zaczęłam czytać Pismo Święte. Zostałam ochrzczona po raz drugi- ale świadoma tego co robię. Dzięki Bogu wiem kim jestem. To On nauczył mnie kochać moją mamę (zmarła mając 100lat i demencję), patrzeć na ludzi z Jego perspektywy. Sprawił, że umiem mówić „nie” bez poczucia winy, nie przejmując się tym co myślą o mnie ludzie, przebaczać tym, którzy mnie skrzywdzili lub zranili. To Bóg wspiera mnie, troszczy się o mnie i przeprowadza przez trudności, których nie brakuje. Teraz już nie chcę iść do piekła, ale chcę całą wieczność spędzić z Nim oddając Mu cześć, chwałę i dziękczynienie. Uwierzcie- na pewno nudno nie będzie.

Jacek

Przed moim prawdziwym spotkaniem z Bogiem moje życie wyglądało jakby było po wielkim wybuchu. Robiłem rzeczy, których nigdy nie chciałem robić. Brałem narkotyki, piłem alkohol w sposób nałogowy (codziennie przez 10 lat), z krótkimi przerwami na odwyki. Moje życie emocjonalne i uczuciowe było zniszczone. Chciałem żyć „ normalnie” jak inni ludzie wokół mnie a nie miałem siły, mądrości ani silnej woli, aby tak się stało. Staczałem się każdego dnia, obiecując przy tym sobie, że to już ostatni raz, że się podniosę. Musiałem kraść, by zdobyć pieniądze na używki, ponieważ w pracy nie mogłem wytrzymać dłużej niż 4 godziny bez zażycia „dawki”. Zawsze, kiedy robiłem „złe rzeczy”, towarzyszyło mi ciągłe nieustające poczucie, że ja tak wcale nie chcę żyć. Byłem bliski szaleństwa. Stałem się bezdomnym narkomanem (ojciec wyrzucił mnie z domu), wstrzykującym sobie narkotyki na klatkach schodowych. Straciłem wszystko i wszystkich. 24 godziny na dobę, czułem się ze sobą paskudnie.
Kiedy po kolejnej, półtorarocznej terapii w ośrodku odwykowym, myślałem że już mi się udało wygrać z nałogiem, sięgnąłem po alkohol nie potrafiąc udźwignąć problemów normalnego życia. Nie umiałem żyć z narkotykami i bez narkotyków. Trafiłem do wspólnoty NA (Anonimowi Narkomani). Dzięki temu udawało mi się utrzymać trzeźwość, ale nadal moje życie było puste. Kiedy przebywałem sam ze sobą czułem się paskudnie, ponieważ moje życie było takie same, tylko bez używek (kradłem, żyłem nieuczciwie, na wszystko byłem obojętny). Nie umiałem pogodzić się ze swoją przeszłością.
Ale dziś wiem, że Bóg to widział i cały czas dawał mi znaki, że jest. Pewnego dnia w 2007 roku, kiedy usiadłem nad programem 12 Kroków NA przykuł moją uwagę krok 3- „powierzyliśmy naszą wolę i nasze życie Bogu, jakkolwiek Go pojmujemy”. Cały czas miałem pragnienie „dobrze” żyć, więc z głębi mojego „chorego” serca zawołałem -Boże, jak ja mam Ci się powierzyć, kim Ty jesteś? Pomóż mi! Nie zapomnę tego momentu nigdy, bo to był punkt zwrotny w moim życiu. Bóg odpowiedział!!! Następnego dnia spotkałem chrześcijan, którzy mówili mi ewangelię. Po kilku tygodniach, kiedy już bardzo chciałem nie kraść, wypowiedziałem kolejne słowa modlitwy: Jezu, jeśli Ty naprawdę istniejesz, zabierz to! To był ostatni dzień mojego złodziejstwa. W ciągu kilku kolejnych dni zauważyłem, że nie mam myśli o alkoholu, o narkotykach. Poczułem wewnętrzną wolność. Zacząłem czytać Nowy Testament, zaczęło mnie interesować życie z Bogiem. Po ok.5 miesiącach wiedziałem, że już nie chce bez Niego żyć. Dziś wiem, że ten Bóg zrobił coś, czego ja nie byłem w stanie. Wlał w moje serce pokój, wolność i radość. Jezus umarł na krzyżu właśnie za mnie, za mój każdy grzech i zmartwychwstał dając mi nowe życie. Dziś , jako nowonarodzona osoba mam wspaniałą kochaną żonę, dwójkę maluchów i wiem, że to Boży dar. Chcę być przez Niego prowadzony, bo doświadczyłem tego, że On jest miłością, światłością w tym ziemskim tunelu. Dziś mnie pociesza, prowadzi i chroni moją rodzinę. Dał mi siłę i mądrość, bym mógł prowadzić własną działalność. Dzięki czytaniu i rozważaniu Słowa Bożego wiem, jak mam wykonywać Jego plan, który jest celem mojego życia. Dziś też nie boję się śmierci bo wiem, że wieczność spędzę z Nim.

*****
Łukasz
Siostra mojej mamy była osobą zaangażowaną w okultyzm. Kiedy moja rodzina zaczęła uczestniczyć w organizowanych przez nią seansach spirytystycznych, opowieści o mistykach, oświeconych guru hinduskich, szamanach, nadprzyrodzonych zjawiskach i mocach zafascynowały mnie do tego stopnia, że zapragnąłem tego dla siebie. Zacząłem sięgać po narkotyk, przeświadczony o tym, że pomoże mi to odszukać drogę do mojej podświadomości, w której jak sądziłem, tkwiła pełnia duchowego bogactwa. Z czasem w mojej głowie zrodził się twór, który był mieszanką tego wszystkiego, co przez lata przepełniało mój umysł.
Kiedyś, jakimś nieplanowanym trafem, znalazłem się na ewangelizacji. Tam po raz pierwszy usłyszałem dobrą nowinę o Chrystusie. Misjonarze opowiadali o tym, jak wyglądało ich życie zanim poznali Jezusa jako osobistego Zbawiciela i co się zmieniło, kiedy zostali przez Niego dotknięci w swoich sercach. Wielokrotnie w swoim ziemskim życiu słyszałem o Jezusie, że zmartwychwstał, lecz było to dla mnie puste, nic nie znaczące słowa. W tamtym jednak dniu słowa te nabrały dla mnie większego znaczenia. Takich rzeczy o których świadczyli ci ludzie, mógł dokonać tylko i wyłącznie żywy Bóg. Szybko zrozumiałem że błądzę, gdyż pomimo moich duchowych osiągnięć nadal pozostaję w nałogach. Niezadowolony z życia, staczałem się na samo dno piekła z tym całym nagromadzonym bagażem życiowym. Zapragnąłem Jezusa. Otworzyłem swoje serce i prostymi słowami modlitwy zaprosiłem Go do środka. Nie da się opisać żadnymi słowami tego, czego doświadczyłem. Choć jestem świadomym chrześcijaninem od 12 lat, moje serce wciąż płonie dla Jezusa i nie chce się spalać, a ogień ten roznieca się na innych, którzy słuchają głoszonej przeze mnie ewangelii. Zacząłem czytać Biblię, przez co moja miłość do Boga i wiara zaczęła wzrastać. Ta księga nigdy nie przestała mnie inspirować. Za każdym razem kiedy po nią sięgam, odkrywam w niej coraz to nowe rzeczy dla siebie, jest to moja duchowa strawa, bez której opadłbym z sił.
Jeden z moich dawnych najlepszych kolegów, trafił do więzienia na wiele lat, drugi zaczął brać twardsze narkotyki, jak heroinę. Nie chcę myśleć, co stało by się ze mną i co by było, gdybym nie spotkał Jezusa na drodze swojego życia.
*****
Izabela
Od najmłodszych lat pan Bóg był dla mnie kimś ważnym. Babcia wszczepiła we mnie nawyk aby się do Niego modlić i szukać u Niego pomocy w trudnych sprawach. Tak też starałam się postępować. Jako nastolatka starałam się nie opuszczać żadnego nabożeństwa. Często uczestniczyłam także w różnych dodatkowych działaniach kościelnych. Próbowałam chodzić na spotkania oazowe, uczestniczyłam w czuwaniach, przed maturą byłam na pielgrzymce. Starałam się trzymać od tego co uznawałam za grzech. Myślałam, że wiodę prawdziwie pobożne życie. Dzisiaj wiem jednak, że to nie była prawda. Gdy miałam 18 lat Pan Bóg próbował mi to powiedzieć. Nie potrafiłam jednak odczytać jego komunikatu. Wtedy to po usunięciu wyrostka robaczkowego doznałam zapaści na skutek wstrząsu anafilaktycznego wywołanego domięśniowym podaniem mi pyralginy. W jej trakcie miałam dziwne doświadczenie. Miałam wrażenie, że spadam krętym tunelem w dół, cały czas przebiegały mi przed oczami różne obrazki z mojego życia, które wydawało mi się jednym wielkim cierpieniem. Odnosiłam wrażenie, że zawsze moje życie było takie koszmarne i że zawsze takie już będzie. Kiedy mnie wybrudzono byłam szczęśliwa, że to doświadczenie jest już za mną. Nieraz zastanawiałam się dlaczego w chwili gdy byłam bliska śmierci doświadczyłam czegoś, co na pewno niczym nie przypominało atmosfery nieba a wręcz odwrotnie. Po siedmiu latach od tego wydarzenia zostałam skonfrontowana z prawdą zawartą w Piśmie Świętym na temat tego, jakie warunki należy spełnić aby znaleźć się w Niebie. Przeżyłam wtedy ogromny szok. Cały mój światopogląd na temat mojego aktualnego miejsca przed Bogiem został zburzony. Przestałam już uważać siebie za pobożną. Zrozumiałam, że tak naprawdę nie znam Boga i jego oczekiwań. Przypomniało mi się moje doświadczenie sprzed lat i cała moja pewność siebie znikła. Wiedziałam też, że pan Bóg widział moją szczerość w szukaniu Go i że teraz daje mi szansę, abym mogła wkroczyć na drogę wiodącą do zbawienia. Mimo poczucia, strachu wchodzenia w coś nowego i nieznanego w modlitwie wyznałam pana Jezusa jako swojego osobistego zbawiciela i powierzyłam mu swoje życie. Od tamtej pory moje życie krok po kroku zaczęło się zmieniać. Razem z poddaniem się Jezusowi i zaproszeniem go do mojego serca otrzymałam miłość, pokój radość której wcześniej nie znałam. Świat i ludzie zaczęli mi się wydawać zupełnie inni. Wszystko stało się piękniejsze i lepsze. Uczucie nienawiści, do mojego ojca, który zostawił moją mamę i dwójkę mojego rodzeństwa na rzecz innej kobiety odeszło w niepamięć. Odeszło także uczucie pogardy, które miałam do tej kobiety. Dzisiaj ich oboje kocham. Przed zaproszeniem Jezusa do swojego życia moje relacje z mamą i moim rodzeństwem też były opłakane. Ciągle się kłóciliśmy i wzajemnie sobie złorzeczyliśmy. Miałam ogromne poczucie niesprawiedliwości z ich strony ponieważ jako najstarsza z rodzeństwa czułam się za nich odpowiedzialna. Wyznaczałam więc reguły w domu np. w postaci grafiku sprzątania. Jeśli ono nie stosowali się do moich reguł stosowałam wobec nich przemoc w tym fizyczną. Mama zawsze stawała w ich obronie więc czułam się nie zrozumiana i odrzucona. Pan Jezus jednak znacząco zmienił relacje między nami. Sytuacja życiowa sprzed realnego doświadczenia Boga zmuszała mnie do tego aby kłamać i udawać osobę silną i odważną. Tak naprawdę byłam pełnym negatywnych uczuć tchórzem a w dodatku przybierałam pozór pobożności. Gdyby nie Boża ingerencja w moje życie, to aż boję się myśleć jak wyglądało by moje życie teraz. Dzisiaj naprawdę jestem odważna bo wiem, że pan Bóg jest ze mną. Naprawdę kocham ludzi i uczę się to wyrażać. Wiem , że gdybym dzisiaj miała odejść z tego świata to poszłabym do tego, za którym tęsknię i który mieszka tam gdzie nie ma cierpienia, bólu ani łez.
*****
W wieku 13 lat słuchałem heavy metalu. Często upijałem się i deklarowałem jako satanista. Jako 14 latek zacząłem słuchać punk rocka i ćpać wszystko, co popadnie, co szybko doprowadziło mnie do uzależnienia. Do 17 roku życia rzadko bywałem trzeźwy. Wszystko, co dotyczyło mnie, było ruiną. Miałem zniszczone ciało, psychikę, relacje z ludźmi, nie nadawałem się ani do tego, by się uczyć, ani by pracować. Nie wyobrażałem sobie możliwości leczenia odwykowego. Zdawałem sobie sprawę, że jedyne do czego się nadaję, to pasożytowanie na swojej rodzinie do momentu, aż mój organizm przekroczy granice odporności. Do tego wszystkiego dodałem zainteresowanie okultyzmem, szczególnie tarotem. To spotęgowało moje problemy psychiczne i duchowe do wcześniej niewyobrażalnej skali. W takich okolicznościach otrzymałem od pewnej niezwykłej osoby Nowy Testament. Zdegenerowany, opętany i bezradny zacząłem go czytać. Na początku nic z niego nie rozumiałem, jednak czytanie go uspokajało mnie, co było dla mnie odczuwalną zmianą. Po kilku tygodniach ze zdumieniem odkryłem, że odkąd go czytam, ani razu nie poszedłem upić się, ani naćpać. Jeszcze bardziej zdumiewający był powód tego – po prostu przestałem tego chcieć i potrzebować. Wcześniej podejmowane walki z nałogiem przegrywałem na starcie. Nie rozumiałem jeszcze czym jest nawrócenie, jednak Bóg już działał w moim życiu zaskakując mnie Swą łaską. Po niespełna pół roku, trafiłem na osoby, które modliły się o uwolnienie od demonów. Po tej modlitwie skończyły się moje problemy psychiczne i zaczął się wyraźny zwrot ku pozytywnym przemianom w moim życiu. Przemiany te nie były przeze mnie planowane. Odczułem to raczej tak, że Bóg dotknął mego wnętrza i przemienił moje motywacje, pragnienia i oceny sytuacji tak, że w efekcie zmieniło to kierunek mego życia. Wcześniej nie chcąc, ani nie zamierzając tego, nieustannie krzywdziłem siebie i innych. Działo się to w wyniku wyborów, które kiedyś uznawałem za słuszne i dążące do dobra. Po nawróceniu zmieniło się coś w mojej naturze, moim postępowaniu, myśleniu i skutkach wynikających z tego. Nie chcę przez to powiedzieć, że stałem się osobą stuprocentowo dobrą, i że nigdy nikogo od momentu nawrócenia nie skrzywdziłem. Nastąpiła jednak niewyobrażalna zmiana proporcji miedzy tym co złe, i dobre, w moim życiu a ja jestem świadom, że nie jest to wypracowane przeze mnie a jest dane mi przez Boga. Najbardziej potrzebowałem zbawienia ode mnie samego i On mi je daje. Dziś mógłbym wymienić długą listę różnorodnych dóbr jakich ludzie zaznali za sprawą mojej służby dla Boga, trwającą od blisko 20 lat, i choć są to rzeczy które robią wrażenie, nikt nie wie tego tak dobrze jak ja, że jeśli cokolwiek dobrego stało się z moim udziałem, było to wynikiem Bożej łaski a ten stary człowiek, jakim byłem nigdy nie byłby w stanie wykrzesać z siebie niczego dobrego. Dziś jestem mężem i ojcem szczerze rozkochanym w swoim synku kiedyś jednak zmagałem się z nieuzasadnioną nienawiścią do dzieci. Kiedyś byłem narkomanem dziś prowadzę działalność ,za sprawą której ludzie wychodzą z nałogów. Kiedyś wykorzystywałem ludzi dziś staram się nieść pomoc. Wiem, że taka zmiana jest rezultatem wpływu Boga i jego Biblii, a nie skutkiem moich starań.
******
Grzesiek
Zawsze cieszyłem się dobrą relacją z moimi rodzicami i nie mógłbym narzekać na swą rodzinę. Pomimo tego sięgnąłem jednak jako nastolatek po alkohol i narkotyki. Gdy chodziłem do studium medycznego byłem już uzależniony od heroiny, stałem się też jej producentem. Z początku traktowałem to w kategoriach czystej rozrywki, drwiłem ze wszystkich, którzy przestrzegali mnie przed przyszłymi problemami. Jednak natury nie da się oszukać. Szybko uzależniłem się i podporządkowałem swoje życie heroinie. Przez blisko osiem lat żyłem z nią w ścisłym związku. Przez znaczącą część tego czasu byłem jednocześnie producentem i dilerem. W tym czasie zaraziłem się wirusami HIV i HCV. Kilkakrotnie podejmowałem próby leczenia, jednak nie udało mi się ani razu ukończyć detoksu (wstępne odtrucie organizmu przed właściwym leczeniem). W 1999 roku odwiedził mnie wierzący kolega, zapraszając na spotkania w swoim kościele. Przez miesiąc chodziłem na te spotkania później też pojechałem do niego na wieś z myślą o odtruwaniu się w naturalnych warunkach. Gdy przeżywałem bóle głodowe po świeżym odstawieniu heroiny, poprosiłem o modlitwę, co też przyniosło nieoczekiwany efekt. Ból natychmiast mnie opuścił. Heroiniście z ośmioletnim stażem nie dałoby się czegoś takiego wmówić. Ja jednak doświadczyłem tego osobiście. Byłem pod tak dużym wrażeniem tego doświadczenia, że następną noc spędziłem czytając Nowy Testament przy świeczce. Tak zaczęło się moje nowe życie. Po roku ożeniłem się a jakiś czas później trafiłem do szpitala z pełnoobjawowym AIDS, marskością wątroby i gruźlicą węzłów chłonnych. Do tego doszło podejrzenie ziarnicy krwi. Lekarze mówili mi, że mam szanse na dwa tygodnie życia. Ufałem jednak Jezusowi a ludzie ze wspólnoty modlili się o mnie i pościli. Przeżyłem niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia przełomy w moim organizmie. Wszystko zaczęło się cofać. Po kilku tygodniach wyszedłem ze szpitala w stanie dobrym. Po kilkunastu miesiącach lekarka, która oglądała wyniki moich badań powiedziała, że wirus HIV i HCV jest poniżej wykrywalności. Powiedziała też, że gdybym chciał mieć dziecko, to w tym momencie jest minimalne zagrożenie tego, że żona lub dziecko byliby zarażeni. Dziś jestem od dwunastu lat trzeźwy. Mój zdrowy synek ma 6,5 roku. Wiem, że wszystko to: moja trzeźwość, zdrowie, żona, dziecko to dar Bożej łaski dany komuś, kto kiedyś swoje życie wyrzucił do śmietnika. Bóg jednak okazał mi miłosierdzie, na które nie zasługiwałem. Robi to przez całe te 12 lat.
*****
Przytoczone historie dotyczą ludzi, których dobrze znam, których nawrócenie i przemianę mogłem oglądać przed laty widząc, że decyzja powierzenia życia Bogu, nie była pustą deklaracją ani dla tych ludzi ani dla Boga, który ich przyjął. Wszyscy niezależnie od tego, czy nasze życie było brudne i pełne grzechu, czy też pełne dobrych uczynków i wzniosłych idei, potrzebujemy poznać Tego, który powiedział o sobie- Ja jestem drogą prawdą i życiem. Zaproszenie Jezusa jest aktualne dla wszystkich ludzi, we wszystkich czasach i w każdym miejscu. To do nas nalerzy njwarzniejsz i zbabiena w skutkach decyzja On swoją już podjoł i wyraził w słowach ;

„Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”
Obj. 3:20 (BW)

Dodatek
Zbawienie przez wiarę

“Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego.”
Jan. 3:16-18 (BW)

“Bo i Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi, aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca. Kto nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota.”
Jan. 5:22-24 (BW)

“A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.”
Jan. 6:40 (BW)

“Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny.”
Jan. 6:47 (BW)

“Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.”
Efez. 2:8-9 (BW)

“Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu.”
Rzym. 10:9-10 (BW)

Co to jest kościół część 1

Posted by on paź 7, 2017 in Blog | Comments Off

read more

Co to jest kościół cz. 2

Posted by on paź 7, 2017 in Blog | Comments Off

read more

Leszek Korzeniecki „Napełnienie Duchem” (książka)

Posted by on wrz 26, 2017 in Książki | Comments Off

Jezus w swoim nauczaniu przypisywał szczególną rolę Duchowi Świętemu. Nowy Testament w wielu miejscach odwołuje się do osoby Ducha Świętego pokazując, że funkcjonowanie Kościoła jest od Niego zależne. Jezus mówiąc o Duchu Świętym podczas ostatniej wieczerzy stwierdził, że lepiej będzie dla nas, jeżeli rozstanie się z nami, a na Jego miejsce przyjdzie Duch Święty. Dziś wielu wierzącym trudno jest sobie wyobrazić, że obecność Ducha Świętego powinna nieść więcej błogosławieństwa niż doświadczanie...

read more

Leszek Korzeniecki „Moje pierwsze doświadczenia z uzdrowieniem” (książka)

Posted by on wrz 26, 2017 in Książki | Comments Off

W książce „Moje pierwsze doświadczenia z uzdrowieniem” Leszek Korzeniecki dzieli się z nami swoją historią od nawrócenia do posługiwania darem uzdrowienia. Wyjątkowa pozycja – zwłaszcza dla tych, którzy czują się powołani do robienia podobnych rzeczy jak Leszek. Polecamy! Książkę można kupić tutaj: Wydawnictwo...

read more

Leszek Korzeniecki Ewangelizacja w mocy

Posted by on lip 11, 2017 in Bez kategorii | Comments Off

read more

Kraków 13.06.2017

Posted by on cze 19, 2017 in Bez kategorii | Comments Off

read more

moja nowa produkcja

Posted by on mar 31, 2017 in Bez kategorii | Comments Off

read more

CLAYQB: ODWRACANIE SERC

Posted by on mar 21, 2017 in Animacje, Multimedia | Comments Off

read more

CLAYQB, W DOMU RASTY

Posted by on mar 21, 2017 in Animacje, Multimedia | Comments Off

read more